Wycieczka w Pieniny – Sromowce Niżne W dniu 19 września 2014r. skoro świt liczna grupa naszych związkowców wyruszyła na trzy dniową wycieczkę w Pieniny. Miejsce pobytu Sromowce Niżne- Hotel Nad Przełomem W pierwszym dniu na wieczornym spacerze zaznajamialiśmy się z okolicą: widok Trzech Koron - urzekający, szum rwącego Dunajca – wielce kojący, gwieździste niebo nad górami – kwintesencja piękna. Wieczorem na uroczystej kolacji integrowaliśmy się w tańcu, oprawę muzyczną zapewnił miejscowy didżej zaś wodzirejem zabawy - z mikrofonem w ręku był nasz kolega Wojtuś G. Wesołe rozmowy i powszechna radość tworzyły klimat integracji wycieczkowiczów. W drugim dniu wycieczki „grupa naszych turystów górskich” wyruszyła skoro świt na szlak aby zdobyć Trzy Korony i udało im się. W strugach deszczu wchodzili na szczyt, a kiedy tam doszli słoneczko zaświeciło aby nacieszyć mogli swoje oczy przepiękną panoramą okolic. Potem w pośpiechu schodzili aby zdążyć na spływ Dunajcem . Pobili rekord (3.5 godz.) bo zmieścili się w 4 planowanych godzinach. Troszkę ciekawostek o Trzech Koronach i nie tylko – nieco niżej Druga grupa wycieczkowiczów pojechała do Niedzicy zwiedzić Zamek. Deszczyk także ich nawiedził, kupili kolorowe pelerynki i „ śmigali” wokół zamku, szukali wskazówek na dziedzińcu, zaglądali do studni i ciemnych komnat szukając skarbu. Może znaleźli by go w lochach ale zabrakło im odwagi aby tam zajrzeć, no cóż każdy z nas boi się duchów. Cóż tam ciekawego zobaczyli i usłyszeli , w skrócie opisane wraz z fotkami - nieco niżej Pozostała ekipa wycieczkowa korzystała z atrakcji miejscowych, przez most udali się chybcikiem na Słowacką stronę – ponoć piwko lali tam smakowite, a Słowacy pokazali okoliczne atrakcje w tym Czerwony Klasztor. Pozostali skorzystali z dobroci strefy Wellness : basen, sauna i łaźnia fińska, grota solna, niewielka siłownia, kto skorzystał z tych wszystkich atrakcji odmłodził się o 20 lat. O godzinie 13:30 zebraliśmy się wszyscy nad brzegiem Dunajca aby popłynąć na flisackich tratwach, hej daleko, daleko, aż do Szczawnicy. Wsiedliśmy na tratwy, płynęliśmy ok. 12 km, w czasie 1,5 godzinnego spływu ujrzeliśmy krajobrazy niczym z bajki. Dunajec wyżłobił w wapiennych skałach wąwóz zwany Przełomem Dunajca, rzeka tworzy w nim 7 pętli płynąc pomiędzy ścianami skalnymi. Na początku spływu nasze oczy poraził majestatyczny widok Trzech Koron, dalej płynąc mijaliśmy Ostrą Skałę, Grabczychę Wyżną, Niżną, w której była grota rybacka - baza dla rybaków łowiących łososia "na światło". Dotarliśmy do przewężenia zwanego Zbójnickim Skokiem. Legenda głosi, że w tym właśnie miejscu zbójnik Janosik przeskoczył Dunajec, uciekając przed węgierskimi żandarmami. Po lewej stronie na skale widoczne są odciski kierpców Janosika. Jest w tym miejscu 12 m głęboko i tyleż szeroko. Ujrzeliśmy masyw Golicy, w jego zboczu widać skały w kształcie kapturów tzw. Siedmiu Mnichów. Legenda mówi, że byli to grzeszni zakonnicy z Czerwonego Klasztoru, którzy za karę i na przestrogę innym zostali zaklęci w skały. Po drodze ściana Facimiechu na której widoczna jest postać mniszki oraz wizerunek orła, Ślimakowa Skała, a na niej gniazdo bociana czarnego. Dalej Wilcza Skała, Głowa Cukru i przepiękna Sokolica, nazywana też matką Pienin. Ze Sokolicy rozpościera się najpiękniejszy widok na Przełom Dunajca. Za Sokolicą wpłynęliśmy na tzw. Bystry Prąd gdzie wznosi się skała Sama Jedna, żartobliwie nazywana Starą Panną. Kolejny odcinek to Loch - najgłębsze miejsce w Przełomie, kolejny raz zatoczyliśmy łuk, zmieniając kierunek o 180 stopni. Skręcając w prawo minęliśmy słowacką przystań końcową gdzie kończy się naturalna granica słowacko - polska jaką stanowi Dunajec. Granica dalej biegnie szczytami gór. Po lewej stronie minęliśmy Hukową Skałę, po prawej Białą Skałę. Tworzą one razem kończące wrota Przełomu Dunajca. Przepływając jeszcze Kacze dopłynęliśmy do Szczawnicy, gdzie zakończyliśmy spływ. Pochodziliśmy troszkę po Szczawnicy, kupiliśmy pamiątki i oscypki, zjedliśmy obiadek w „Karczmie u Madejów” i wypiliśmy dobre piwko na trawienie polecane. I pora była wracać do naszej pierwotnej przystani w Sromowcach Niżnych. Tam wieczorkiem grillowaliśmy, tańcowaliśmy, a od żartów i śmiechu trzęsły się nasze pełne brzuszki. A propos grillowania, wraz z nami bawiła się grupa przybyła z Bielska Białej, a nocną porą dołączyli goście weselni wraz z młodą parą. I było miło, wesoło, i chciałoby się aby trwało dłużej, ale jak to zawsze bywa ”to co dobre szybko się kończy” I nastał dzień trzeci, choć padało mocno poszliśmy na spacer nacieszyć oczy przepiekaną okolicą . Z rozrzewnieniem pożegnaliśmy Pieniny, pozostały miłe wspomnienia, które w skrócie tu zostały opisane.