Drukuj

     Sztuka wyciągania z ogniska gorących kartofelków cudzymi rękami jest znana od dawna. Polega ona na znalezieniu naiwnego, który przekonany, że działa w imię np. „dobra ogólnego” tak naprawdę poświęci się (ponosząc tego koszty) również dla partykularnych interesów innej osoby lub osób.

Analizując ostatnie lata funkcjonowania firm, w których działa nasz Związek Zawodowy, można nabrać przekonania, że zarządzający nimi kolejne Zarządy sztukę osiągania sukcesu cudzym kosztem opanowały do perfekcji.

Trzeba uczciwie przyznać, że pewien schemat postępowania występował i występuje niezależnie od tego kto akurat był, czy jest przy władzy i kto nominował kolejnych Prezesów.

Schemat ten jest następujący:

- Zarząd nie potrafi zapewnić pracy (kontraktów) dla firmy twierdząc, że trafił na trudności obiektywne, a tak naprawdę, że to zależy od decydentów na wysokich szczeblach w Warszawie i okolicy. „My już nic nie możemy” powtarzane jest jak mantra.

- Widząc dramatyzm sytuacji w Spółce nasz Związek Zawodowy (o zasługach innych Związków Zawodowych nie będziemy się wypowiadać) przystępuje do działania. Wysyłamy różnego rodzaju pisma i petycje, uświadamiamy władze wyższych szczebli o prawdziwej sytuacji w firmie, odbywamy burzliwe spotkania z decydentami min. na szczeblu Komisji Trójstronnej.

- W przeszłości na wielu różnych spotkaniach byli obecni przedstawiciele kolejnych Zarządów firmy, ale jakoś mieli mało do powiedzenia, a jeżeli już to wypowiadali się „ogólnie pozytywnie”. Nie mówili, broń Boże nic, co by mogło ich narazić na gniew tych, którzy dali im prace.

- Wobec braku reakcji na nasze działania rozmowy przybierają bardzo ostry charakter. Dość powiedzieć, że nasz Przewodniczący jest szeroko znany, tak zwanym „kręgom warszawskim” z różnych opcji politycznych, z bezkompromisowego przedstawiania swoich racji.

- Udowadnianie przez nas braku kompetencji różnym decydentom powoduje, że stają się oni nad wyraz uczuleni na własny punkcie. To z kolei prowadzi do grożenia nam konsekwencjami i procesami sądowymi. I nie są to tylko teoretyczne groźby, bo takie rozprawy miały miejsce i są zapowiadane. Są to pozwy skierowane przeciw osobą fizycznym, a nie przeciw instytucji. To członkom Zarządu Związku osobiście grożą dotkliwe konsekwencje. Całe szczęście Sądy wciąż na pierwszym miejscu oceniają fakty, co powoduje, że dotychczas pozwy były odrzucane.

- Mając już serdecznie dość „natarczywości” naszych Związków Zawodowych, a może również z powodu dotarcia do świadomości (w końcu) artykułowanych przez nas argumentów, zlecenia dla firmy się znajdują. Niemożliwe staje się możliwe, Spółka podpisuje kontrakt, załoga ma zatrudnienie.

- Zarząd, który dotychczas „nic już nie mógł” dumnie ogłasza swój sukces i „wypina piersi do orderów”.

Koooooniec, wszyscy są szczęśliwi.

Tylko, że zostają czyjeś „poparzone ręce”. To są konsekwencje nieustępliwości, z którymi będzie sobie musiał poradzić Zarząd Związku Zawodowego i osobiście jego członkowie. Bardzo obrażeni, wpływowi, prominentni ludzie będą grozić konsekwencjami, być może procesami sądowymi.

Wydawało by się, że za takie działanie Zarząd firmy powinien być wdzięczny Związkowi Zawodowemu, że powinien go wspierać w jego działalności. Nic bardziej mylnego. Obserwujemy działania wręcz przeciwne, tak jakby w konsekwencji przełamania przez nas niemożliwego, ktoś chciał nas ukarać, a Szanowny Zarząd dostał zlecenie na utrudnienie nam pracy. Trudno odnieść inne wrażenie po niedawnych różnych „inicjatywach” skierowanych do Związków Zawodowych.

Czy opisany powyżej, powtarzający się schemat wydarzeń oznacza, że nasz Związek Zawodowy jest naiwny, bo wystawia policzek za kogoś, komu brakuje odwagi cywilnej żeby powiedzieć jak jest ?. Bo ponosi koszty, a owoce zbiera kto inny ?. Mimo wszystko uważamy, że nie. Działaniami naszymi kieruje wyłącznie to, co jest „solą” działalności związkowej, czyli interes pracowniczy. Jesteśmy świadomi tego, że ekonomiczną podstawą pewności zatrudnienia i godziwej płacy są posiadane przez Spółkę kontrakty. Dlatego robiliśmy i będziemy robili co trzeba, ażeby te kontrakty były.

Mamy jednak również wymagania w stosunku do Zarządu. Ten schemat działania kiedyś się musi skończyć i wtedy poprosimy Zarząd o rozliczenie się z autentycznie swoich sukcesów.

Do tego czasu przyzwoitość by wymagała, aby ten, do kogo obowiązków należy zapewnienie kontraktów Spółce podzielił się swoją wypłatą i przeznaczył część na cele związkowe… (no ……. nie, aż tak naiwni nie jesteśmy).

Wszelkie podobieństwa do sytuacji w jakiejkolwiek ze Spółek, w których działa nasz Związek Zawodowy NIE są wyłącznie dziełem przypadku.

REDAKCJA

 

P.S.

Szanowni Czytelnicy, Koleżanki i Koledzy.

Cykl artykułów „Okiem Związkowca” z założenia nie miał i nie ma jednego autora. I choć trzeba przyznać, że były w przeszłości konieczne korekty i ingerencja „Redakcji” dla ustalenia ostatecznej treści artykułu, to niemniej zapraszamy wszystkich naszych Członków do aktywnego redagowania tego cyklu. Serdecznie namawiamy Koleżanki i Kolegów do składania w siedzibie naszego Związku Zawodowego własnych artykułów.

Ze swojej strony zapewniamy pełne uczestnictwo przy ustalaniu ostatecznej wersji tekstu i anonimowość autora artykułu (jeśli sobie tego życzy).